Codziennie, od chwili
kiedy został już sam na morzu życia,
o zmierzchu,
który natarczywie wciskał się do izby
klękał na kościstych kolanach
składając żylaste dłonie do modlitwy,
aby zamknąć w sobie przeszłość
bo jutro mogło skończyć się
już dziś.
Bezgłośnie szeptał
słowa modlitwy
oczy przymykał
i z trudem otwierał,
bo sen, zazdrosny o czas,
jak intruz postać zgarbioną
ogarniał.
Jeszcze tylko znak krzyża
i osunął się na posłanie...
zasnął
snem sprawiedliwego.
Jeszcze nie dziś...
Tato nie przeżył trzeciego zawału.
Odszedł w 2004 roku.
Teresa Elżbieta Pyzik